Wychodzi się na pole, w łazience kładzie się flizy. Dziwne?

Jak mówi się w Krakowie?

Każdy region ma swoje charakterystyczne słowa, zwroty, wyrażenia. Regionalizmy świadczą o pewnej tradycji językowej, tożsamości i kulturze regionu. Wciąż ich używamy. Choć coraz mniej – nasz język z różnych przyczyn staje się bardziej ogólnopolski. Mówimy w dużej mierze tak, jak słyszymy, czy czytamy w ogólnopolskich mediach.

W Krakowie (praktycznie w całej Małopolsce) nie jemy mielonych, a sznycle. Dziecku dajemy cumel zamiast smoczka. Lampkę nocną stawiamy na nakastliku. Do zupy zamiast włoszczyzny wrzucamy jarzyny. W łazience nie mamy płytek, a flizy. Wody nie gotujemy w czajniku, lecz w saganie (choć rzadziej niż kiedyś). Zamiast bombek mamy bańki, a zamiast podwórka podworzec. Pantofle to nie buty na wielkie wyjścia, a kapcie. Chodzimy raczej na nogach, niż pieszo. I najważniejsze: wychodzimy na pole, nie na dwór. Przegryzając chrusty zamiast faworków.

Charakterystyczne dla mieszkańców Krakowa jest posługiwanie się formami takimi jak „weźże”, „idźże”, „zróbże”, „chodźże”. Pod koniec zeszłego roku Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu wykorzystał tę cechę w kampanii „Weźże gadaj ciszej”, która miała zniechęcać pasażerów krakowskiej komunikacji miejskiej do głośnych rozmów przez telefon podczas podróży tramwajem, czy autobusem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.