Marcin Koszałka – operator filmowy, reżyser

Realizator filmów dokumentalnych i operator filmowy. Urodził się 30 grudnia 1970 roku w Krakowie.

Marcin Koszałka zajmuje we współczesnym polskim kinie dokumentalnym pozycję szczególną. Jest postacią rozpoznawalną, o wyrazistym stylu, na której nowe filmy czeka oddane grono widzów.

Za swój debiut fabularny pt. „Czerwony pająk” (2015) reżyser otrzymał prestiżową nagrodę Francuskiego Stowarzyszenia Krytyków na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Arras. Thriller  „Czerwony pająk” z Adamem Woronowiczem, Filipem Pławiakiem, Julią Kijowską i Małgorzatą Foremniak wszedł na ekrany kin 27 listopada.

 

W swoim fabularnym debiucie Koszałka opowiada o seryjnym mordercy siejącym grozę w Krakowie lat 60-tych minionego stulecia. Punktem wyjścia do jego opowieści jest historia „Wampira z Krakowa”, jednego z najmłodszych seryjnych morderców na świecie. Koszałka nie stworzył jednak biografii, ale film o rodzeniu się zła, o chorych namiętnościach i potrzebie sławy. Krakowski reżyser rozpisuje swą opowieść na dwie mocne role: Karola Kremera (Filip Pławiak), młodego chłopaka z dobrej mieszczańskiej rodziny, oraz niepozornego weterynarza (Adam Woronowicz) skrywającego przed światem swoje prawdziwe oblicze. Przypadkowe spotkanie obu panów zmieni życie nastolatka, pozwalając mu odkryć swoją mroczną stronę.

https://www.facebook.com/events/912438772138453/

 

Marcin Koszałka od wieku licealnego pasjonował się wspinaczką górską i fotografią. Po liceum trafił do technikum wiertniczego, ale ze studiów wiertniczych na Akademii Górniczo-Hutniczej zrezygnował. Nie ukończył także studiów socjologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ostatecznie zdał na Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na kierunek Realizacja Obrazu. Jednak jego pasją stał się film dokumentalny – jak sam przyznaje – z sentymentu do Krzysztofa Kieślowskiego.

Uwagę na siebie zwrócił filmem dyplomowym Takiego pięknego syna urodziłam (1999), zrealizowanym pod kierunkiem swego wykładowcy Andrzeja Fidyka, ówczesnego szefa redakcji dokumentu TVP 1. To 25-minutowy portret rodzinny we wnętrzu: kamera wędruje po mieszkaniu, zatrzymując się na jego lokatorach – snującym się po pokojach młodzieńcu, leżącym na wersalce mężczyźnie w sile wieku i narzekającej bez przerwy kobiecie. Z jej monologu wynika, że syn – wieczny student i obibok – szuka sensacji w domu, że nic dobrego z niego nie wyrosło (i już nie wyrośnie), a przecież „takiego pięknego syna urodziłam”. W czasach, kiedy na ekranach (telewizyjnych) dominuje dokument fabularyzowany, kreacyjny, film Koszałki uderzał spontanicznością i szczerością. W filmie uderza odwaga młodego twórcy, nie tylko kierującego kamerę na siebie, ale i zapisującego bez retuszu sytuację co najmniej kontrowersyjną. Takiego pięknego syna… budzi na początku śmiech, z czasem jednak przeraża i skłania do refleksji. Pokazywany w telewizji i na prestiżowych festiwalach wywołał mnóstwo kontrowersji. Marcel Łoziński powiedział wręcz, że Koszałka zamienił kamerę w karabin i zastrzelił swoją matkę. Do telewizji nadeszły setki listów, część z nich chwalących realizatora za uchwycenie w kadrze prawdziwego życia, część zaś zawierała wyrazy wsparcia dla matki artysty, upokorzonej prezentacją takiego wizerunku.

Szczególne kontrowersje wzbudziło Istnienie (2007) – film o umieraniu, powstały z inspiracji cenionego aktora Jerzego Nowaka, zmagającego się z nieuleczalną chorobą. Nowak – aktor scen krakowskich, obecny na ekranach polskich filmów od 1955 roku, znany i rozpoznawany w licznych epizodach – zapragnął pod koniec życia roli głównej. Tak doszło do realizacji filmu, który zaspokajałby ambicje zarówno aktora, jak i twórcy: opowieści o oswajaniu się ze śmiercią i godnym umieraniu. Bo Istnienie miało być doprowadzone do samej śmierci, łącznie z obrazami agonii. Tyle, że los zakpił z twórców: mimo zmagań z chorobą Jerzy Nowak nie tylko nie umarł w przewidzianym terminie.

W kolejnych latach Koszałka nie poszukiwał jednak szczęścia, ale zgłębiał te same problemy, które zajmują go w całej filmowej twórczości. Po zrealizowaniu zdjęć do kryminalnego „Uwikłania” Jacka Bromskiego, realizował kolejne dokumentalne projekty.

Film „Będziesz legendą, człowieku”, w którym zaglądał za kulisy Euro 2012. Opowieść o Damienie Perquisie i Marcinie Wasilewskim, dwóch reprezentantach Polski w piłce nożnej, to film o samotności, brzemieniu rodzinnych traum, o tym, jak ciężko nieść na swych ramionach cudze marzenia i nadzieje. O zadawnionych żalach, niezabliźnionych ranach, poczuciu niespełnienia i zawodu.

Ten film to także kronika emocjonalnego współuzależnienia. Na boisku Perquis walczy nie tylko dla siebie, ale dla rodziców, swojej córeczki i dla kibiców. Poświęcenie piłkarza, który pokonuje ból, by grać w kolejnym meczu, ma w sobie coś przerażającego. Bohater jest ofiarą złożoną na ołtarzu cudzych marzeń. Na końcu czeka zaś samotność. Bo w filmie krakowskiego reżysera jedność, którą daje uczestnictwo w drużynie, jest tylko chwilowa. Gdy pryska wspólne marzenie o triumfie, bohaterowie zostają sami.

Kilka dni po wejściu na kinowe ekrany „Będziesz legendą, człowieku”, telewizyjną premierę miał także inny film Koszałki – „Zabójca z lubieżności”, dokument o pożądaniu, perwersji i o ukrytych pragnieniach. To historia spotkania Joachima Knychały – seryjnego mordercy kobiet, znanego jako „Wampir z Bytomia” lub „Frankenstein” – z Edwardem Kozakiem, byłym dziennikarzem telewizyjnym, któremu w latach 80. sławę przyniosła książka „Pamiętnik wampira – szczera rozmowa ze śląskim wampirem”. Joachim Knychała był jednym z najokrutniejszych seryjnych morderców na tle seksualnym w powojennej Polsce. Za swoje czyny został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano przez powieszenie w 1985 r. w więzieniu przy ulicy Montelupich 7 w Krakowie.

Mimo upływu wielu lat seryjny morderca nadal fascynuje i intryguje Kozaka. Dziennikarz, który spisał wspomnienia wampira zaraził się jego perwersją i pożądaniem. Co prawda, jak sam opowiada, nigdy nie posunął się do zabicia żadnej kobiety, ale mimo upływu prawie trzydziestu lat i sędziwego wieku, ciągle próbuje zdobywać kolejne kobiety i to zdobywanie jest celem samym w sobie. W obrazie Koszałki widzimy człowieka samotnego i bardzo nieszczęśliwego, dla którego te specyficzne łowy są przede wszystkim walką ze starością i śmiercią. Ów dziennikarz wracając do dawnych czasów, do spotkania z wampirem stara się go jeszcze raz wykorzystać mając nadzieję, że znów chociaż przez chwile będzie sławny.

Marcin Koszałka to bez wątpienia wybitny talent operatorski i filmowy. Człowiek bezkompromisowy i poszukujący odpowiedzi na własne pytania. To artysta idący swoją drogą, która oby była owocna i dawała nam widzom dużo nowych artystycznych doznań.

 

Redakcja krk.info.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.